Strona główna
english
polski

Wystawy

Jarosław Czaja jest aktywny w wielu obszarach kultury. Jest miłośnikiem i znawcą jazzu, archeologiem – odkrywcą megalitycznego miejsca kultu na Łyżce w Beskidzie Wyspowym, redaktorem periodyku „Łukosfera”, regionalistą, a także dyrektorem GOKSiT w Łukowicy, gdzie podejmuje przedsięwzięcia obejmujące sport, muzykę, poezję, sztuki plastyczne oraz wydarzenia regionalne i ludowe. Jednak ponad wszystko pozostaje rysownikiem. Być może tempo życia narzuciło mu właśnie tę formę ekspresji artystycznej – najintymniejsze i najbardziej osobiste medium sztuki.
Mania rysowania

Rysunek jest dla mnie naturalną formą ekspresji. Wręcz fizjologiczną potrzebą. Nie jest środkiem prowadzącym do jakiegoś celu, ale przyjemnością samą w sobie. Jestem też przekonany, że rysowanie utrzymuje mnie w dobrej kondycji psychicznej.

Przez długi czas moje rysunki były czarno-białe i do dzisiaj uważam, że nic więcej nie trzeba. Dążę do efektu, jaki uzyskiwali w wielu swoich monochromatycznych rysunkach wielcy mistrzowie - jak Rembrandt, Daumier, Matisse, czy Kulisiewicz, a jest to silna sugestia istnienia koloru tam, gdzie faktycznie go nie ma. Ale w pewnym momencie zacząłem używać kolorowych tuszów, a potem pasteli. Ponieważ od dzieciństwa nie tylko rysowałem, ale też fotografowałem, w jakimś stopniu te dwie formy wyrazu zaczęły się przenikać. Cyfrowa rewolucja umożliwiła między innymi to, że obecnie nie muszę wszędzie chodzić z nieporęcznym i widocznym z daleka szkicownikiem. Zabieram za to maleńki, mieszczący się w jednej dłoni aparat (ikonicznej dla fotoreportażu firmy Leica) i robię zdjęcia nawet nie patrząc w wizjer. Efekty na ogół są przypadkowe i mało z pozoru interesujące, ale czasem zdarzają się kadry tak zaskakujące, że wykorzystuję je później do rysowania pasteli.

Rysunek to rzecz, można powiedzieć intymna. Na wystawach raczej się ich nie pokazuje, w opasłych albumach wielkich mistrzów na ogół stanowią niewielki margines. Tymczasem, jak dla mnie – taki Rembrandt, Picasso czy nasz Jan Matejko swój największy artyzm ujawniali nie w swoich obrazach olejnych, ale właśnie w niedoścignionych rysunkach. Z kolei Degas, czy Wyspiański słusznie w pewnym okresie swojego życia porzucili płótno i olej na rzecz papieru i pasteli, aby ich kreska mogła, mówiąc językiem muzycznym: najlepiej „wybrzmieć”. Nie znaczy przy tym oczywiście, że się tutaj porównuję z wielkimi twórcami, raczej wskazuję na moje prywatne inspiracje.

Jarosław Czaja

Pliki do pobrania: